Uczep owłosiony (Bidens pilosa) przez dekady był tępiony jako uciążliwy chwast w tropikach Ameryki Południowej, Afryki i Azji. Rdzenni mieszkańcy Amazonii stosowali go na rany, zapalenia i ukąszenia, ale poza lokalnymi tradycjami nikt nie traktował tej rośliny poważnie. Wszystko zmieniło się, gdy naukowcy przyjrzeli się składowi chemicznemu uczepu i znaleźli w nim substancję, która działa na skórę niemal identycznie jak retinol, tyle że bez podrażnień, złuszczania i nadwrażliwości na słońce. Dziś ekstrakt z tej rośliny znajdziesz w kremach kosztujących kilkaset złotych za słoiczek.
Skąd się wziął uczep owłosiony i dlaczego nikt go nie chciał?
Uczep owłosiony należy do rodziny astrowatych, tej samej co stokrotki i słoneczniki. Wygląda niepozornie, dorasta do metra wysokości, kwitnie drobnymi białymi kwiatami z żółtym środkiem. Pochodzi z tropikalnych lasów Ameryki Południowej, ale okazał się tak wytrzymały, że rozprzestrzenił się na wszystkie zamieszkałe kontynenty. Rośnie na poboczach dróg, opuszczonych polach, w szczelinach między zabudowaniami. Adaptuje się do niemal każdego typu gleby i klimatu, co sprawiło, że w wielu regionach świata klasyfikowany jest jako chwast inwazyjny.
Tymczasem rdzenni mieszkańcy Peru i Brazylii od pokoleń przygotowywali z niego okłady na rany, napary na stany zapalne i pasty na bóle mięśni. W tradycyjnej medycynie chińskiej i indyjskiej też znalazł swoje miejsce. Ta roślina miała więc „drugie życie” w etnobotanice, zanim ktokolwiek w europejskim laboratorium spojrzał na nią pod kątem kosmetycznym.
Co takiego znaleźli w nim naukowcy?
Kluczem okazał się fitol, związek obecny w zielonych częściach rośliny jako fragment chlorofilu. Po nałożeniu na skórę fitol utlenia się do kwasu fitanowego i wtedy dzieje się coś zaskakującego: kwas fitanowy „wpasowuje się” w te same receptory w komórkach skóry, które normalnie aktywuje retinol. Można to porównać do zamka i klucza. Retinol to oryginalny klucz. Kwas fitanowy z uczepu to klucz zapasowy, wycięty z innego materiału, ale pasujący do tego samego zamka i otwierający te same drzwi: produkcję kolagenu, odnowę naskórka, redukcję przebarwień.
Różnica polega na tym, co się dzieje „przy otwieraniu”. Retinol potrafi być agresywny. Skóra się łuszczy, piecze, czerwienieje, czasem przez tygodnie. Dlatego dermatolodzy mówią o tak zwanym okresie retinizacji, czyli przyzwyczajania skóry, który wielu osobom doskwiera na tyle, że rezygnują z kuracji. Ekstrakt z uczepu owłosionego aktywuje te same mechanizmy łagodniej. Badania opublikowane w Clinical, Cosmetic and Investigational Dermatology wykazały poprawę elastyczności skóry i redukcję przebarwień po ośmiu tygodniach stosowania, bez zgłoszonych podrażnień.
Dodatkowy atut z perspektywy osób szukających naturalnych rozwiązań: bio-retinol z uczepu nie zawiera witaminy A, więc można go stosować rano i wieczorem, bez obaw o fotouczulanie. To go odróżnia również od klasycznego retinolu, który wymaga stosowania wyłącznie na noc i w połączeniu z silną ochroną przeciwsłoneczną.
Czy bakuchiol już przeszedł do historii?
Kilka lat temu kosmetyczny świat zachłysnął się bakuchiolem, pozyskiwanym z azjatyckiej rośliny babći (Psoralea corylifolia). Bakuchiol pełnił dokładnie tę samą funkcję: roślinny zamiennik retinolu dla skóry wrażliwej, kobiet w ciąży i osób szukających składników pochodzenia naturalnego.
Uczep owłosiony wchodzi na scenę jako kolejne ogniwo tego samego trendu. Czy bakuchiol „przegra”? Niekoniecznie. Oba składniki działają nieco inaczej na poziomie biochemicznym, a branża kosmetyczna coraz częściej je łączy w jednej formule. Istotniejsze jest to, co ten trend mówi o kierunku: odchodzenie od pojedynczych, mocnych składników syntetycznych w stronę ekstraktów roślinnych, które działają wielotorowo i łagodniej. Dla osób, które świadomie wybierają kosmetyki, to zmiana warta obserwowania.
Pro-Tip: Jeśli czytasz etykiety kosmetyków (tzw. listę INCI), ekstrakt z uczepu owłosionego pojawi się jako Bidens Pilosa Extract. Znajdziesz go najczęściej w serum i kremach na noc z linii „bio-retinol” lub „phyto-retinol” (zobacz np. kosmetyki marki Evolve Organic). Sam składnik nie ma ustalonego standardu stężenia, więc warto szukać produktów, w których pojawia się w górnej części listy INCI, a nie na samym końcu, gdzie obecność jest symboliczna.
Co ta historia mówi o roślinach, których jeszcze nie znamy?
Uczep owłosiony to przypadek, który powtarza się w etnobotanice częściej, niż mogłoby się wydawać. Roślina stosowana lokalnie od pokoleń, ignorowana przez zachodnią naukę, a potem „odkryta” i włączona do globalnego obiegu. Tyle że z szacunkowo 400 tysięcy gatunków roślin opisanych na Ziemi, zaledwie ułamek został przebadany pod kątem bioaktywnych substancji przydatnych w medycynie czy kosmetyce.
Historia uczepu owłosionego każe zadać pytanie, które wykracza daleko poza kosmetykę: ile roślin uznanych za „bezwartościowe chwasty” kryje w sobie substancje, o których jeszcze nie wiemy? I czy zdążymy je poznać, zanim znikną razem z ekosystemami, w których rosną?